Zwyczaje i tradycje regionalne Województwa Opolskiego, ich znaczenie w pielęgnowaniu dziedzictwa kulturowego regionu Prof. dr hab. Dorota Simonides

Współcześnie na skutek dynamicznych ruchów migracyjnych zmianie uległo pojęcie regionalizmu. Ale to nie tylko pojęcia uległy przeobrażeniu. Szuka się także ratunku przed zalewającą nas globalizacyjną unifikacją kulturową. Tu należy szukać źródła pragnienia współczesnego człowieka osadzenia swej osobowości w określonym ciągu kulturowym, wpisania swego losu, życia i twórczości w regionalnej przestrzeni. Pragnienie to jest przyczyną współczesnej reinterpretacji pojęcia "regionalizm" w całej Europie.

Utożsamianie się z własnym regionem znaczy, że znamy go, lub też chcemy go poznać, że objęliśmy jego dziedzictwo naszym współczesnym spojrzeniem, co przejawia się w podjęciu odpowiedzialności za własny region. Człowiek nie chce być bezdomnym i niezakorzenionym. Widać to z leczenia dwóch społecznych chorób: pierwszej: wyjścia z anonimowości i chęci zaznaczenia swej obecności i swej roli w regionie; w drugiej: w nostalgii za czymś stałym, pewnym i stabilnym, za czymś co może dostarczyć poczucia więzi i wspólnoty. Potrzeba zakorzenienia i zadomowienia się człowieka jest praźródłem tekstów kulturowych, które ujawniają wspólną odpowiedź na sens ludzkiego istnienia. Odpowiedzi na te pytania są różne i nacechowane tym, co możemy nazwać odrębnościami narodowymi a w ich obrębie regionalnymi.

Śląsk Opolski od najdawniejszych czasów stanowił typowy teren pogranicza, na którym stykały się ze sobą różne narodowości i różne kultury, gdyż do takiej roli przeznaczyły go warunki geograficzne i polityczne, czyniące z niego krzyżownicę szlaków handlowych i kulturowych. Na skutek wielokrotnych zmian przynależności państwowej stał się on regionem grup społeczności niejednorodnych pod względem etnicznym, językowym i kulturowym. Proces osadzania się tu w różnych czasach różnych grup etnicznie obcych, potęgował chęć pielęgnacji własnej tradycji. To zaś doprowadziło do utrzymania się na Śląsku zjawisk archaicznych, co w przypadku folkloru wyraża się w zabytkach dawno już w centralnych regionach kraju zapomnianych. Jest to w prostej drodze wynik naturalnego aktu samoobrony i dążności do zachowania swojskiej, rodzimej spuścizny kulturowej. Stąd też Śląsk Opolski stał się niejako matecznikiem bardzo dawnych zjawisk kulturowych.

Poddanie pod bliższy ogląd naukowy zwłaszcza przygranicznych obszarów Śląska Opolskiego, pozwala na stwierdzenie, że bogactwo kulturowe zależy w dużej mierze od bezpośredniego sąsiedztwa z innymi grupami etnicznymi czy narodowymi. Jeśli było ono czeskie, morawskie miała więcej cech słowiańskich. I tak na przykład w raciborskiem, głubczyckiem i prudnickiem istnieją wyraźne wpływy morawsko-czeskie. Zaś tam, gdzie sąsiedztwo było niemieckie widoczniejsze są ich wpływy.

Trzeba wyraźnie podkreślić że to kulturowe pokrewieństwo zachodniosłowiańskie miało znacznie większy wpływ w szerokopojętej kulturze ludowej, nawet w takim stopniu, że powstały kulturowe zjawiska wspólne w zakesie obrzędów, zwyczajów, pieśni i opowieści. Natomiast wpływy etnikum niemieckiego ograniczało się najczęściej do naśladownictwa i zapożyczenia technicznych i cywilizacyjnych osiągnięc sąsiadów.

Na to i tak już wielokulturowe podłoże ludności głównie wiejskiej, gdyż miasta były przeważnie zamieszkałe przez niemieckich urzędników, nałożyła się po 1945 roku kultura ludności napływowej, repatriantów ze wschodu, ludności osadniczej z Polski centralnej oraz reemigrantów z Niemiec, Francji i Rumunii. Zadecydowało to o tym, że region opolski może się dzisiaj poszczycić wyjątkowo interesującą, bogatą i wieloetniczną kulturą.

Trudno w szczegółach zaprezentować całe bogactwo i zróżnicowanie kulturowe Śląska Opolskiego. Zauważyć jedynie należy, że mimo wielości kultur jedna jest tu wyraźnie dominująca. Jest to rodzima kultura śląska, która od wieków zakorzeniona na tym samym terytorium, rozwinęła się, uległa różnym przekształceniom i zaważyła na kulturze żyjącej tu ludności spoza Śląska. Przybysze siłą odcięci od korzeni własnej kultury, próbowali zaczerpnąć z kultury śląskiej to, co było im bliskie i wyrażało podobne lub tożsame treści. Toteż z wielości zjawisk pragniemy ukazać te najbardziej typowe dla Śląska Opolskiego.

Zwyczaje i obrzędy.

Najbardziej charakterystyczne są dla Śląska zwyczaje i obrzędy karnawałowe oraz wiosenne. W nich zachowało się najwięcej zjawisk reliktowych, od bardzo dawna zakorzenionych w kulturze rodzimej. Można sobie postawić pytanie: w czym tkwi tajemnica zwyczajów i obrzędów, co w nich jest zakodowane, jakie mają do spełnienia funkcje, jakie przesłanie, że przez tyle wieków towarzyszą człowiekowi i ciągle trwają, ulegając różnym przeobrażeniom. Mówi się i pisze o ich wielkiej wartości antropologicznej, głęboko humanistycznej i humanitarnej. Spróbujmy spojrzeć na niektóre z nich, na te, które w najbardziej widoczny sposób ukazują wpływ na tworzenie się więzi wspólnotowej. Są to – co może dziwić – rytuały oczyszczające zarówno jednostki jak i całej wspólnoty wioskowej. Chodzi tu zniszczenie zła zarówno dośłownego jak i symbolicznego. Pod postacią karnawałowej zabawy kryje się głębszy sens jak wyrzucanie poza granice wioski nieczystości, zimy, grzechów, choroby, śmierci, a więc wszelakiego zła, które antropomorfizowano i personifikowano. Ukazują one potrzebę zasadniczej odnowy, odrodzenia się człowieka i natury. Sacrum i profanum jest tu tak splecione jak w życiu człowieka.

Ilustracją tego procesu są następujące obrzędy: wodzenie niedźwiedzia, babski comber, grzebanie basa a nade wszystko topienie marzanny. Zadomowiły się one na Śląsku Opolskim od średniowiecza i uważane są przez ludność tutejszą za rodzime.

Obrzęd „wodzenia niedźwiedzia” występuje w okresie karnawału, zwanego tu „ostatkami”. Znany jest zarówno na Morawach jak i na Opolszczyźnie. W jednym i drugim obszarze człowiek ubrany za "niedźwiedźia" opleciony jest słomą z grochowin, którą kobiety rwały w celach magicznych, miała bowiem zapewnić dostatek i szeroko pojętą płodność. Znany opolski folklorysta, nauczyciel Józef. Lompa pisał w 1843 roku o tym obrzędzie: "W ostatki obwodzą w Górnym Szlązku człowieka w grochówkę obwinionego pod nazwiskiem niedźwiedzia. W niektórych miejscach bywa zamiast niedźwiedzia koń wytkany i przy człowieku przywiązany"1. Z 1869 roku pochodzi wzmianka innego badacza (Lucjana Malinowskiego), który pisał: "W Pogorzelcu pod Koźlem w ostatki chłopcy chodzą po chałupach z jednym przebranym za niedźwiedzia, z muzyką i z konikiem w szaty ubranym. Dziewczęta dają im pieniądze, a potem razem tańcują"2. W korowodzie dawniej, ale i teraz jeszcze uczestniczą przebierańcy tacy jak: żandarm, leśniczy ze strzelbą, szkielet śmierci z kosą, młoda para w weselnym stroju, cygan i cyganka, diabeł i anioł oraz kominiarz. Społeczność lokalna oskarżała publicznie niedźwiedzia o wszystko zło, które wydarzyło się w ostatnim roku. Po publicznym osądzie "zabijano" go, a jego „krew” z reguły było to czerwone wino, wypijano, po czym tańczono z radości z gospodarzami.

Współcześnie obrzęd jest rodzajem happeningu i w publicznym oskarżaniu nieźwiedzia wymienia się wszystko co dokucza społeczności wioskowej: wygórowane podatki, złe drogi, wymagania władzy lokalnej itp. Istnieją obwieszczenia wójtów, którzy namawiają gospodarzy do przyjęcia „obchodu nieźwiedzia” i do składania pieniężnych datków, przeznaczonych na wspólny wioskowy cel.

Innym powszechnie znanym jest obrzęd, o nazwie "babski comber". W formie w jakiej występuje na Śląsku Opolskim, nie jest znany ani w Polsce ani w Niemczech, choć ma trochę i z polskich obrzędów karnawałowych , a zwłaszcza z tańców na len i konopie. Natomiast duże jest jego podobieństwo do pochodów maszkar czeskich, zwanych także „cemperami” oraz do niektórych cech niemieckiej „Weiberfastnacht”. Podług A. Brücknera wyraz „comber” występuje także u Łużyczan. Został tam przyniesiony przez osadników z Marchii Brandenburskiej i wiąże się z maskami przebierańców3. W naszym województwie jest to obrzęd obchodzony z wtorku na środę popielcową, a więc kończący okres karnawału. Na zabawę przychodzą tylko kobiety. Przywożą na taczkach do karczmy młode, dopiero co zaślubione mężatki, jako że obrzęd spełniał dawniej funkcję inicjacyjną życia małżeńskiego. Dlatego mężowie proponowali starszym kobietom symboliczną "opłatę" za przekazanie ich żonom wypróbowanych praktyk małżeńskich. Było to ważne w dobie, kiedy młode dziewczyny nie były świadome swych powinności małżeńskich4. Jeden z niemieckich urzędników, przebywających w okolicach Gliwic pod koniec XVIII wieku pozostawił nam dokładny opis babskiego combru. Czytamy tam m.in. "środa popielcowa jest dniem, w którym wszystkie młode mężatki, które w ostatnim czasie wyszły za mąż, po posypaniu głowy popiołem udają się wprost do karczmy, gdzie muszą zakupić przynajmniej pół kwarty wódki i poczęstować nią inne starsze mężatki. Uzyskują przez to prawo pozostałych kobiet, które w tym dniu wszystkich spotkanych mężczyzn mogą zaczepić, zabrać im czapkę, zawlec ich przez to do karczmy i zmusić do wykupienia czapki wódką"5. Również wspomniany już Józef Lompa podkreślił w 1843 roku, że: „babski comber odbywał się w środę popielcową i stanowił święto kobiet"6. Obrzęd miał na celu wydobycie wartości małżeństwa. Dlatego istniało wiele zachowań zwyczajowych, których głównym zadaniem było napiętnowanie zbyt wybrednych młodych dziewcząt, które nie kwapiły się do zakładania rodziny. Tak na przykład przed północą z wtorku na Środę Popielcową zawieszano wszystkim pannom, które były znane z tego, że zbyt przebierały chłopców, łańcuch i kloc na szyi. Zwyczaj to bardzo stary. Jego śląskie występowanie jest poświadczone już w l652 roku jako wyjątkowo popularna zabawa zapustna. W czasie tańca taka panna była pośmiewiskiem dla wszystkich. Chłopcy zbierali się wokół „ofiary” i przeskakiwali przez klocek w takt muzyki. Śmiechu i okrzyków było wiele, a zawstydzona panna żałowała swego zbyt wybrednego gustu. Można było jednak uniknąć zawieszenia klocka poprzez poczęstunek chłopców wódką7. Na Śląsku Opolskim zwyczaj ten był kojarzony z dniem czarownic. Współcześnie nadal jest żywy i przypomina go tzw. karczma piwna.

Popularnym obrzędem jest także pogrzeb basa lub chowanie basa. Jest to zakończenie wesołego okresu karnawału. Symbolicznym zakończeniem owych "wesołości", był pogrzeb instrumentu, pogrzeb muzyki, która powinna zamilknąć na cały okres postu. Jest to średniowieczny obrzęd dawnych żaków krakowskich, którzy w swej Alma Mater urządzali przykościelne intermedia pełne komicznych treści. Z biegiem czasu poprzez różne zakazy synodalne i miejskie przeniosły się one do osiedli wiejskich i zaczęły tam żyć swoim własnym życiem. Z wybiciem północy rozpoczynającej czas postu muzykanci kładą swe instrumenty na podłogę i kropią je gorzałką. Następnie wybiera się największy instrument i kładzie go na mary, aby w uroczystym "pogrzebie" móc go pochować. Pogrzeb basa jest wiernym odzwierciedleniem prawdziwego rytuału orszaku pogrzebowego. Prowadzi go przebrany w wypożyczone od księdza szaty liturgiczne młodzieniec. Instrument noszą na marach inni żałobnicy. Nieutulona w żalu wdowa, ubrana całkowicie w czerń i szlochająca, wymienia wszystkie zalety instrumentu, który umilał życie całej wspólnocie. Od tego momentu instrumenty musiały zamilknąć i milczeć aż do Wielkiej Nocy. Był to czas nie tylko czyszczenia wszystkich obejść ale również dla człowieka czas refleksji oczyszczenia wewnętrznego.

Jednak najbardziej opolskim obrzędem jest od wieków topienie marzanny. Obrzęd uchodzi powszechnie za zwyczaj starosłowiański. Pogląd ten rozpowszechniał nie tylko Długosz, choć to on pierwszy wydobył źródła czeskie, synodalne i w oparciu o nie zbudował całą koncepcję słowiańskiego pochodzenia obchodu. Według Aleksandra Brücknera zwyczaj miał przywędrować do Polski z Czech. Pisał on: „Otóż ten obchód, ograniczony u nas do Śląska i Wielkiej Polski, przywędrował w XIV wieku na Czechy z Frankonii i Norymbergi, gdzie szczególnie kwitł”8. Wywód swój wsparł najstarszym źródłem historycznym, mówiącym o występowaniu obrzędu marzanny, a mianowicie rozporządzeniami synodu praskiego. Już bowiem w 1336 r. synod praski zakazywał udziału duchowieństwa w zwyczaju topienia marzanny. Zabraniał wyraźnie obnoszenia wśród postu obrazów w postaci śmierci i topienia ich9.

Postać dawnej marzanny nie była przystrojona w ludowy strój lecz upodobniona do śmierci. Jeszcze w XVIII wieku w Głogówku na Śląsku Opolskim, niosąc marzannę śpiewano: śmierć się wije u płotu, szukający kłopotu". Jednak już w XIX wieku zwyczaj ten symbolizował topienie zimy, chorób, alkoholu, i wszelakiego zła.

Kiedy w 1869 roku Lucjan Malinowski badał śląską kulturę ludową a zwłaszcza gwarę, napisał w liście do przyjaciela: "Zapomniałem ci wprzódy donieść o nader ważnym odkryciu, jakie zrobiłem dla mitologii słowiańskiej i w ogóle indoeuropejskiej. To jest obrzęd dotąd w całym prawie Śląsku zachowany - topienia marzanny. Mam opis tego w wielu wsiach." Dalej następuje znany nam wszystkim opis oraz kilka wariantów znanej pieśni: "Marzanna rosła, rosła, aże urosła"10.

Warto wiedzieć, iż każdemu mieszkańcowi wsi zależało na tym, aby obchód z marzanną przeszedł koło jego zagrody, gdyż tylko w ten sposób marzanna zabierała z sobą choroby, zimę i zło z domu. Wdzięczni więc gospodarze wynagradzali uczestników obchodu jajami i kołaczem. W niektórych wsiach śląskich głęboko wierzono, że marzanna wynosi z domu nie tylko chorobę ale i pociąg do wódki, który w opinii społecznej uważany był za najgorsze zło. Toteż zamiast postaci kobiecej, ubierano kukłę w strój męski, dając marzaniokowi do ręki butelkę z wodą i szklankę do kieszeni. Tak ubraną kukłę niosły dziewczyny, a kobiety, które najbardziej dotkliwie odczuwały skutki alkoholizmu u swych mężów, obserwowały tonięcie marzanioka.

Jak zaznaczyliśmy we wstępie niemal w każdym z tych obrzędów zawarte jest podstawowe przesłanie: wyrzucenie z otoczenia zła. Także w obrzędzie topienia marzanny obserwujemy nawiązanie do instytucji "kozła ofiarnego", który pokutuje za zło całej wioski. Przejawia się to i na Morawach, gdzie funkcja ta związana jest najwyraźniej z obrzędem marzanny. Tam to postać marzanny stawiają w polu, rozbierają ją ze stroju ludowego, po czym parobcy, którzy zjawiają się z całej wsi, rzucają w nią kamieniami i bryłami ziemi. Gdy postać słomiana upada, chłopcy wznoszą "gaik" i śpiewając, wracają z dziewczętami do wioski. Na Śląsku także łączono zwyczaj topienia marzanny z powitaniem wiosny a więc z gaikiem. Dziewczęta utopiwszy słomianą kukłę, wnosiły do wsi zielony gaik, symbol wiosny, śpiewając odwiecznie tę samą pieśń, gaiczek zielony, pięknie ustrojony. Gaik zwiastował wiosnę i był symbolem zwycięstwa dobra, młodości i zdrowia. Podkreślić warto raz jeszcze, że podobne występowanie obu zwyczajów w Czechach i na Morawach oraz na Śląsku wskazuje na ich wspólną proweniencję. Dotyczy to także nazwy Marzanna. Jedni wywodzą ją od słowa "mortus" inni od imienia "Maria" Na Śląsku często zdrobniało się imię "Maria" na "Marzena"

I tym razem spór o to, czy jest to zwyczaj pierwotnie słowiański i przeniesiony do Niemiec, czy też odwrotnie, trwał długo i zajmował wiele miejsca wśród prac badaczy polskich, niemieckich i czeskich11. Jedno jest pewne, że zachował się on najdłużej na Śląsku Opolskim. W licznych jego opisach, także w tych niemieckich, występują zawsze teksty piosenek w języku staropolskim. Ze Śląska zwyczaj jest współcześnie przenoszony do innych regionów Polski, ale już w charakterze ludycznym.

Obrzędem wiosennym, również połączonym z wypędzaniem zła, w niektórych wsiach jest tzw. palenie żuru. Żurem nazywa się tu wszelkie nieczystości, które wynosi się do spalenia poza granice wsi. W opisie z 1879 roku podkreśla się iż:”(...).najwięcej upowszechniony jest ten zwyczaj na Zaodrzu i w powiecie wielkostrzeleckim, (Strzelce Opolskie – D.S.) gdzie hasło do zapalania skrobaczek (mioteł) dają pasterze na wzgórzach św. Anny"12. W niektórych wsiach przez ognisko przeskakiwali młodzi chłopcy, gdzie niegdzie wzrzucano do ognia kartki z grzechami, wierząc że zastąpi to spowiedź. Znany był także zwyczaj t.zw. szukanie Judasza, wg. którego chłopcy z pochodniami chodzili po polach.

Jeśli jednak dawniej obrzędy te zawierały powagę, ukazywały potrzebę oczyszczania się, odrodzenia, to współcześnie przeobraziły się wyłącznie w zabawę. W niemal wszystkich wiosennych obrzędach obdarowywano uczestników korowodów – jajkami. Na Wielkanoc zaś – kroszonkami. (krasić –upiększać) Te misternie rytowane jajka mają tu bardzo długą tradycję. Pochodzą wszak z X wieku i odnaleziono je na Ostrówku Opolskim w czasie wykopalisk archeologicznych. Dekorowane są wyłącznie motywami roślinnymi. Po 1945 roku motywy dekoracji jak i kolorystyka rzeźbionych jaj, została przeniesiona na ceramikę, tworząc charakterystyczne dla Śląska Opolskiego wyroby sztuki ludowej.

Do dziedzictwa opolskiej kultury ludowej należą nie tylko obrzędy, zwyczaje, tańce i wierzenia ale i zabytki literatury ludowej. Rodowód wielu z nich sięga już wczesnego średniowiecza. Zarówno czeskie jak i niemieckie wpływy w postaci różnych tekstów kulturowych przechodziły przez Bramę Morawską i zadomowiły się na Śląsku Opolskim. Wśród nich znajduje się Katalog magii z początku XIII wieku brata Rudolfa, zakonnika z Rud Raciborskich. Nim jednak do Rud dotarł, przewędrował Czechy. Toteż to, co znajduje się w Katalogu jest nie tylko dziedzictwem śląskim ale i czeskim. Brat Rudolf był nadzwyczaj bystrym obserwatorem. Dzięki niemu Katalog zawiera wiele drobiazgowych, ale interesujących obserwacji z życia i kultury śląskiego ludu. To samo możemy powiedzieć o Codexie Mikołaja z Koźla, Pochodzi on z lat 1414- 1423 i jest swoistym silva rerum w którym -jak w wielu traktatach- znajdują się obok modlitw, kazań i pieśni również opowiadania, bajki, żarty i anegdoty, a także opisy wierzeń, czarów i praktyk magicznych. Za najosobliwszy tekst Codexu uchodzi nieobyczajna pieśń, którą jedni badacze uważają, za tekst polskiego, inni czeskiego pochodzenia. Franciszkanin Mikołaj, zanim osiadł w Koźlu, przebywał kilkanaście lat na Morawach, a w notatniku swoim wymienił następujące miejsca pobytu: Ołomuniec, Czasław, Krumlów, Karniów, Praga, Głogówek, Opole, a także Kraków i Nowy Sącz. Prawdopodobnie pieśń jest więc typowym zabytkiem pogranicza, jak wiele innych pieśni śląskich.

Z Czech dotarły na Śląsk Opolski teksty z Frantowych praw, wydanych po czesku w Norymberdze w 1518 roku. Są to żartobliwe parodie przywilejów i statutów cechowych. Autor, lekarz i żartowniś wykorzystał tu wątki europejskie, opierając się na klasyce niemieckiej i włoskiej, którą jednak znakomicie wprowadził w świat kultury czeskiej.. Nim zbiór został opublikowany w języku polskim, humor Frantowych praw na dobrze zadomowił się na Śląsku Opolskim.

Zakończenie

Starano się tu ukazać najistotniejsze dla Śląska Opolskiego zwyczaje i obrzędy a także inne zjawiska kulturowe. W regionie opolskim żyją bowiem takie treści, które stanowią nasze kulturowe dziedzictwo. Świadczy ono o naszej tożsamości. Chciałoby się za Montaignem powiedzieć:” Najważniejszą rzeczą na świecie to umieć należeć do siebie”13. Ale człowiek jest również jednostką głęboko społeczną i nie może żyć bez wspólnoty. Ta zaś wyraża się wspólnym dziedzictwem kulturowym. Dlatego trzeba umieć uczynić właściwy użytek z tradycyjnego przekazu. Ułatwiał on bowiem naszym ojcom poruszanie się w świecie i dawał wiedzę, wyraźnie organizującą i stabilizującą życie.

Zwrócono tu też uwagę na źródła odrębności regionalnej pogranicza. Ale warto raz jeszcze podkreślić za znanym czeskim uczonym Karlem Horalkiem, że właśnie na Śląsku mogły powstać zjawiska wspólne, a więc, że obie grupy narodowe czy etniczne, wykreowały nie tylko swoje własne teksty kulturowe, ale i wspólne. Jak już wspomniano na wstępie, to decyduje o bogactwie oraz różnorodności kultury pogranicza. Etnolodzu są zgodni co do tego, że „siła oraz zakres oddziaływania przebiegających procesów może osiągnąć na pograniczach tę skalę, której obszary jednorodne raczej nie znają."14

Traktat z Maastricht z 1992 roku głosi że warunkiem pomyślnego rozwoju całej Europy jest harmonijny rozwój wszystkich regionów. Podkreśla się w nim wartość kulturowych różnic, zwraca się uwagę na potrzebę oddolnych inicjatyw społecznych, na wzrost samowiedzy o historii, zasobach gospodarczych, krajobrazie, folklorze i tradycji swego regionu. Do treści tych programów nawiązuje nasza konferencja. Szczęściem naszym, z którego trzeba umieć korzystać że nasze dwa regiony są stworzone do współpracy i mogą wnieść wiele cennych wartości do europejskiego dziedzictwa.

LITERATURA Uzupełniająca:

G ł a d y s z Mieczysław, Kultura ludu śląskiego, [w:] Górny Śląsk, pod red. Kazimierza Popiołka, Poznań 1959, t. 5, cz. l, s. 453— 522.

H y t r e k Adolf, Górny Śląsk pod względem obyczajów, języka i usposobienia ludności, ,,Przegląd Polski" t. 14: 1879, z. 4, s. 45—69.

K a u s c h k e Josef, Hochzeitsgebräuche im polnischen Oberschlesien, „Schlesische Provinzialblätter" t. 8: 1788, s. 334—339.

K o l b e r g Oskar, Dzieła wszystkie, t. 43: Śląsk, Wrocław—Kraków—Warszawa 1965, s. 30—35.

L a c h Kornelia, Wierzenia, zwyczaje i obrzędy, folklor pogranicza polsko-czeskiego, Wrocław 2000.

L o m p a Józef, Rozmaytości górnośląskie, Muzeum Etnograficzne w Krakowie, sygn. 759, rkp.

M a l i n o w s k i Lucjan, Zarysy życia ludowego na Szląsku, „Atheneum" R. 2: 1877.

P o ś p i e c h Jerzy, Zwyczaje i obrzędy doroczne na Śląsku, Opole 1987.

S i m o n i d e s Dorota, Społeczna funkcja śląskiego folkloru, „Studia Śląskie". Seria nowa, t. 15: 1969, s. 401—421.

S i m o ni d e s Dorota, Mądrość ludowa, Ddziedzictwo kulturowe Śląska Opolskiego, Wrocław 2007.

S m o l i ń s k a Teresa, Tradycyjne zwyczaje i obrzędy śląskie, Wybór i opracowanie ...,Opole 2003.

W e s o ł o w s k a Henryka, Przemiany zwyczajów rodzinnych u rdzennych mieszkańców Śląska Opolskiego, „Kwartalnik Opolski" R. 32: 1986, nr l, s, 17—29.

Z a m b r z y c k a-K u n a c h o w i c z Anna, Zwyczajowe formy współżycia społecznego (Studium wsi Owsiszcze na Śląsku Opolskim), Kraków 1980.







1 J. Lompa, Rozmaitości górnoszląskie, (Zebrane w 1842,) Muzeum Etnograficzne w Krakówie, , rkps 762, karta 6-7.

2 L. Malinowski, Por. J. Pośpiech, S. Sochacka, Lucjan Malinowski a Śląsk. Działalność śląskoznawcza. Teksty ludoznawcze, Opole 1976, s. 57.

3 A. Brückner, Słownik Etymologiczny Języka polskiego, Warszawa 1970, s.57.

4 Por. D. Simonides, Babski comber, [w:] Śląskie uciechy i zabawy, Materiały etnologiczno- folklorystyczne pod red. I. Floreńskiej- Bukowskiej, Katowice 1991, s. 127 i n.

5 J. Kauschke, Hochzeitsgebräuche im polnischen Oberschlesien, „Schlesische Provinzialblätter“ 1788, t.8. s. 344.

6 J. Lompa, Rozmaitości górnoszląskie, (Zebrane w 1842,) Muzeum Etnograficzne w Krakówie, , rkps 762, karta 6-7.

7 Por. A. Perlick, Bäuerliche Fastnachtsbräuche im Oberschlesischen Volksraum, „Der Oberschlesier“ 1938, s.95 – 106.

8 A.Brückner, Mitologia słowiańska i polska, Wstęp i opracowanie S. Urbańczyk, Warszawa 1985 s. 314.

9 Por. A. Brückner, Mitologia polska, Warszawa, 1924

10 L. Malinowski, Zarysy życia ludowego na Szląsku, „Atheneum" R. 2: 1877. Por. J. Pośpiech, S. Sochacka, Lucjan Malinowski a Śląsk. Działalność śląskoznawcza. Teksty ludoznawcze, Opole 1976, s. 167.

11 Por. Z. Staszczak, Śląska forma obrzędu Marzanny i Gaika na tle porównawczym, Opole 1964, s. 5.

12 A. Hytrek, Górny Śląsk pod względem obyczajów, języka i usposobienia ludności, ,,Przegląd Polski" t. 14: 1879, z. 4, s. 45—69.

13 Por. E. Cassirer, Esej o człowieku. Wstęp do filozofii kultury, Warszawa 1971, s. 35.

14 Z.Staszczak, Pogranicze polsko-niemieckie jako pogranicze etnograficzne, Poznań 1978, s.4